Kliknij tutaj --> 🃏 jan józef lipski dwie ojczyzny dwa patriotyzmy
Jan Józef Lipski znajdował się w opozycji do wszelkich projektów totalitarnych, czy to ONR-u czy komunizmu – mówi prof. Andrzej Friszke z Collegium Civitas. 25 lat temu,10 września 1991 r
IX warsztat 13.05.2023 Jan Józef Lipski, “Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy”, 1981 SPOTKANIE 27.05.2023 Spotkanie z gościem dla wszystkich grup X warsztat 03.06.2023 Jan łoński, “Biedni Polacy patrzą na getto”, 1987 ZAKOŃCZENIE 17.06.2023 Uroczyste zakończenie projektu (wszystkie grupy) – godz. 9.00
„Dwie ojczyzny „Katolickie państwo narodu polskiego” „Kultura” paryska Adam Michnik bepiści Bolesław Piasecki Czytając dwa patriotyzmy” Jacek Kuroń Jan Józef Lipski Karolina Wigura Klub Krzywego Koła Komitet Obrony Robotników Kultura Liberalna Łukasz Garbal Magdalena Grochowska Michał Głowiński nr 257 ONR PPS PRL PZPR
Jan Józef Lipski - działacz opozycji, polityk, żołnierz AK, historyk literatury, publicysta - był jednym z najbardziej szanowanych uczestników życia politycznego, bez którego nie odbyła
Dwie ojczyzny i dwa patriotyzmy? Ks. Rafał Pastwa /Foto Gość Debata była próbą spojrzenia w przyszło
On Ne Rencontre Pas Les Gens Par Hasard. – Jak każdy kij ten również ma dwa końce. – Nie ma. – Ależ ma, pani trzyma za ten drugi i bardzo trzęsię, niech pani puści to pani zobaczy. – Mój on jest. – No, niechże pani się uspokoi, przecież ma. – Hańba. Tak mniej więcej w skrócie i dużym uproszczeniu wyglądała spora część dyskusji na debacie „Dwie Ojczyzny, Dwa Patriotyzmy – czyli o tym, czy jest możliwy patriotyzm bez ksenofobii”. Punktem wyjścia do rozważań na temat tego, jak wygląda, a jak wyglądać powinien patriotyzm była praca Jana Józefa Lipskiego „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy” (którą można było otrzymać za darmo zaraz przy wejściu na dyskusję) – morderczo aktualna. Co ciekawsze, spotkanie zorganizowało środowisko „Otwarta Rzeczpospolita” (przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii), w kraju kiedy o polaryzacji społeczeństwa (albo nawet zalewie obcych ciał, które niebawem nami zawładną) słyszymy, przynajmniej w głównym nurcie, częściej ze strony prawicowych wojowników. Na spotkaniu też się pojawili i jest mi przykro, że jako ludzie zakolegowani z chrześcijaństwem (przynajmniej na papierze bardziej niż ja) takiego chrześcijanina, jakim był pan Józef Lipski nie zrozumieli, o ile zrozumieli cokolwiek oprócz tego, jak bardzo są uciskani. Klasyk. Generalnie było trzech głównych opozycyjnych bohaterów. Pani numer jeden, która nie wierzy w to, że Brevik jest nacjonalistą, nie wierzy również w to, żeby Polacy mogli być źli dla kogokolwiek. Właściwie sam wolałbym wierzyć w to, że Brevik był na przykład pacyfistą, albo, że wspierał, tak jak „Otwarta Rzeczpospolita” blokadę 11 listopada, ale jest chyba inaczej. Oczywiście Brevik też jest masonem, a Jan Józef Lipski był członkiem wolnomularskiej Loży „Kopernik”, jednak manifest Brevik'a ma więcej punktów stycznych z chłopcami z ONR-u, niż nawoływaniem do poszanowania innych kultur przez Lipskiego. Bohaterem numer dwa był reżyser bazujący na tym, że kręci filmy tylko o zdrajcach, a Ojczyzną interesuje się właściwie bardziej w kontekście tego, kto mógłby się okazać spiskowcem, niż w kontekście rozwiązywania realnych problemów. Ponieważ nie chciałbym żadnym słowem reklamować jego żenującego wystąpienia, napiszę tylko – plucie na Życińskiego w wykonaniu tego pana już znamy, ale robienie z Zygmunta Baumana hitlerowca to ciekawe novum. Ciekawe, co na to Bauman. Bohaterką numer trzy była pani, która biła brawo dwojgu poprzednim i w najbardziej rozbrajających momentach krzyczała : „Hańba”. Trzeba mieć naprawdę dużo samozaparcia, żeby tak bardzo psuć zdrowie sobie (co akurat mnie nie boli, mógłbym nawet powiedzieć, że nawet mnie cieszy) i innym (co akurat bolało mnie, aż za bardzo). Cóż, prawa otwartych debat. No i szkoda, że właściwie to głównie uciskaną trójkę pewnie większość zapamięta najlepiej (szczególne brawa należą się reżyserowi filmów o zdrajcach narodu, który skutecznie wypłoszył swoją wypowiedzią o Baumanie co najmniej 10 osób), bo bardziej krzyczeli. Szkoda o tyle, że jak często w przypadku tego typu debat, świadectwa i próby odpowiedzi na najważniejsze pytania ginęły w bezsensownej jatce. Główne pytania nie dotyczyły tego, czy jesteśmy ksenofobiczni i mamy megalomanię, bo po dowody na to wystarczy pójść do kiosku. Prawdziwie palącym problemem jest to, dlaczego tak się dzieje i jak długo w imię tej megalomanii będziemy usprawiedliwiać krzywdę innych i udawać, że jesteśmy bez winy? Jak długo też będziemy akceptować nieznajomość przez rzekomych patriotów naprawdę lwiej części prawdziwego dziedzictwa ich własnej kultury? Dlaczego też prawdziwi patrioci nie potrafią w żaden sposób wytłumaczyć, co daje im prawo do bycia ponad? W filmie wprowadzającym do debaty od ludzi złapanych na mieście słyszeliśmy głównie, że „bóg, honor”, że „mogliby oddać życie za ojczyznę” i „patriotą jestem od urodzenia, albowiem tak mnie wychowali”. I wszystko prawidłowo tylko, co taki patriotyzm zmienia? Powiedziałbym, że to raczej dołujący pomysł na udowodnienie sobie patriotyzmu. Jest też to pomysł dosyć głupi, przynajmniej dopóki nie zagraża nam trzecia wojna światowa. Jeśli jesteśmy tak patriotyczni, że chcemy umierać zanim odpowiemy sobie na to, kim właściwie jesteśmy będąc Polakami to chyba kiepscy z nas patrioci. „Rzecz nie w stwierdzeniach opisowych, a w wartościach i ocenach: czy uważamy się za lepszych – czy tylko za innych, czy sądzimy, że w tej inności jest jakaś szczególna wartość (i jaka?), czy uważamy, że przysługują nam z jakiegoś tytułu szczególne prawa i przywileje, a może obowiązki. Zależnie od odpowiedzi na te pytania wyznajemy różne patriotyzmy. W skrajnych przypadkach należymy właściwie do rożnych ojczyzn.” – pisał Jan Józef Lipski. Sęk w tym na jaki patriotyzm i jak długo możemy się godzić. Wzruszyła mnie opowieść jednej z uczestniczek dyskusji, o tym jak mocno musiała zredefiniować swoje pojęcie „polskości”, kiedy będąc wychowywaną przez post-NDKów odkryła, że jej matka jest żydówką. Podzielałem, też zaangażowanie Sylwii Chutnik w blokadę 11 listopada i poparcie dla postawy nieposłuszeństwa obywatelskiego w odpowiedzi na agresję. Pewnie niektórych kuły w uszy słowa Henryka Wujca o tym, że część wsi traktowała „partyzantów”, jako „zwykłych bandytów” zanim nie zaczęli funkcjonować pod banderą AK, ale jest to część prawdy o przeszłości. Prawda o współczesnym pojmowaniu patriotyzmu tak długo będzie częściej prawdą „brunatnych ksiąg”, jak długo będziemy unikać pytań, a każde wynaturzenie przyjmować jako barwę ochronną. Nie chcę odbierać ludziom dumy (chociaż wydaje mi się to dziwne, być dumnym z faktu urodzenia w danym miejscu i czasie obdarzonym danym kolorem skóry i danym obciążeniem kulturowym), ale do momentu, kiedy nie odmawiają innym prawa do życia i działania wobec ich aspiracji. – Dziękuję za dyskusję, jak już mówiliśmy na wstępie każdy kij ma dwa końce, jeden koniec to narodowa megalomania, a drugi to… – – Hańba!- – Kij ma dwa – Twój koniec nie jest końcem. – Koniec. Mateusz Romanowski
Tak sobie pomyślałem, że właśnie teraz powinienem przypomnieć tekst sprzed wielu lat „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy” Jana Józefa Lipskiego. Nade wszystko sam sobie chcę przypomnieć, ale myślę, iż to w ogóle jest dobry pomysł: Ojczyzna istnieje tylko wtedy – gdy istnieje również obczyzna; nie ma „swoich” – gdy nie ma „obcych”. Od stosunku do „obcych” bardziej niż od stosunku do „swoich” zależy kształt patriotyzmu. Jest w tym zawsze coś paradoksalnego, że miłość do kraju i do własnego narodu określana być może dopiero przez stosunek do innych krajów i innych narodów, lecz jest to paradoks właściwy wszelkiemu myślowemu i uczuciowemu wyodrębnianiu. Kto to są „swoi” – a kto „obcy”? Czym się różni „Mój” kraj, od „nie mojego”? Mój naród – od nie mojego? Nie chodzi w tych pytaniach o jakieś treści opisowe: że my mówimy po polsku, a „oni” w innych językach; że żyjemy np. w innej strukturze kulturalnej, niż „oni” – bo przyjęliśmy chrześcijaństwo w X wieku z Zachodu, bo z Zachodu przyszedł do nas Renesans, Oświecenie, Romantyzm itd. – bo nawet jeśli uważa ktoś z nas, że największym poetą, jakiego ludzkość wydała, jest Goethe, albo Dante, albo Shakespeare – to jednak Mickiewicz i Słowacki jakoś inaczej tkwią w nas (czy my w nich) – bo wrosły nam chyba już na zawsze w narodową pamięć lata niewoli i walki o wyzwolenie się z niej itd. itd.; że nawet być może (choć to sporne) cechuje nas w większości coś takiego, jak polski charakter narodowy. Rzecz nie w stwierdzeniach opisowych, a w wartościach i ocenach; czy uważamy się za lepszych – czy tylko za innych; czy sądzimy, że w tej inności jest jakaś szczególna wartość (i jaka?); czy uważamy, że przysługują nam z jakiegoś tytułu szczególne prawa i przywileje – a może obowiązki. Zależnie od odpowiedzi na te pytania – wyznajemy różne patriotyzmy. W skrajnych wypadkach – należymy do właściwie do różnych ojczyzn – jeśli ojczyzna to przede wszystkim dobra duchowe i wartości, a nie fakt takiej, a nie innej przynależności etnicznej. Świat wartości, z którego trzeba spojrzeć na zagadnienie ojczyzny, to przede wszystkim, choć nie wyłącznie, świat wartości moralnych. Należymy do tego kręgu kulturowego, którego pojęcia etyczne ukształtowało głównie chrześcijaństwo. Wierzący i niewierzący – zostaliśmy ukształtowani przez nakaz miłości bliźniego, podstawowy drogowskaz moralny naszej kultury. Myślę, że w tym momencie powinienem przerwać ten cytat, by każdy z nas mógł sobie odpowiedzieć na te pytania, kto jest dla mnie „mój”, a kto „obcy”, dla kogo mam miłość, a komu jej odmawiam?
Momentami debata była zażarta, spierano się o rolę i znaczenie osoby Jana Pawła II w budowaniu patriotyzmu. Pojawił się również Gombrowicz ze swoją „ojczyzną” i „synczyzną” oraz nawiązanie do podziału wokół idei dwóch ojczyzn i dwóch patriotyzmów. Wdebacie zatytułowanej „Polska, ale jaka? Wizja polskości 25 lat po przemianach demokratycznych” udział wzięli: prof. Anna Wolff-Powęska, historyk idei, specjalistka w zakresie stosunków polsko-niemieckich, o. dr Maciej Zięba, teolog i filozof, znawca nauczania Jana Pawła II, a także Janusz Opryński, reżyser teatralny. Spotkanie odbyło się w Teatrze Starym, prowadził o. Tomasz Dostatni OP. Organizatorami były Fundacja Ponad Granicami i Miasto Lublin. W debacie uczestniczyły środowiska akademickie lubelskich uczelni, historycy, duchowni, a także osoby zainteresowane tematyką. Źródło podziału Punktem wyjścia było odniesienie do twórczości Jana Józefa Lipskiego i jego spostrzeżeń na temat ojczyzny i patriotyzmu. Wątek podjęła w debacie prof. Wolff-Powęska. – Jan Józef Lipski – nazywany przez jednych ambasadorem marzeń, przez innych rewizjonistą historycznym, a dzisiaj często zdrajcą narodowym – zwrócił uwagę na problem podziału w naszym postrzeganiu i ocenianiu ojczyzny jako polskości, patriotyzmu i narodu. Różnice są naturalne, ale mniej naturalne jest już to, że te dwie ojczyzny i dwa patriotyzmy stały się źródłem konfliktu. A dzisiaj niemalże wojny międzyplemiennej – mówiła. Prof. Wolff-Powęska zauważyła, że skoro istnieje ojczyzna, to musi istnieć i obczyzna, nie ma „ja”, nie ma „swój” bez obcego. – Należy powiedzieć, że nasze postrzeganie innych, obcych, jest odbiciem naszego spojrzenia na nas samych – dodała. Jak na historyka idei przystało, wyróżniła cztery podstawowe cechy naszego widzenia polskości, które przewijają się na przestrzeni ostatnich 100 lat, a teraz są jej zdaniem jeszcze bardziej aktualne, choć występują nie tylko w polskiej debacie. – Przede wszystkim obsesyjny lęk przed upadkiem wspólnoty, potrzeba poczucia bycia ofiarą, potrzeba bohaterstwa i dominacji oraz istnienia obiektywnego wroga – wyliczała. Zaznaczyła, że nigdy nie ma możliwości stworzenia absolutnej jedności, bo taka idealna wspólnota nigdzie nie istnieje, jest mitem. – Taką jedność oferowały jedynie systemy totalitarne, była to jedność w imię rasy, klasy bądź narodu. Taka jedność wykluczała innych. A dzisiaj wyklucza się z kręgu patriotów tych, którzy nie podzielają jednej, fundamentalnej definicji patriotyzmu czy ojczyzny. Ciągle niestety historia jest instrumentalizowana w dyskursie wokół polskości i wykorzystywana dla celów politycznych – podsumowała. Papieskie lekarstwo Prelegenci, odnosząc się do najnowszych badań socjologicznych, stwierdzili, że nie cenimy tego, co było sukcesem polskiego umysłu i nauki. – Nie doceniamy tego, czego dokonała nasza medycyna, sztuka i literatura. Ciągle zaś w kanonie bohaterów narodowych są niemal wyłącznie powstańcy i uczestnicy wojen – wyjaśniali. O. dr Maciej Zięba podkreślał natomiast, że współczesny spór nie jest wyłącznie zasługą jednej strony sceny politycznej, ale jest generowany nieustannymi prowokacjami jednej i odpowiedziami drugiej. Nawiązał do nauczania Jana Pawła II. – Odpowiedzią zdaniem Wojtyły na nacjonalizmy nie jest walka z patriotyzmem, ale mądry patriotyzm. Papież podkreślał, że patriotyzm jest głęboko zakorzeniony w kształcie rodziny, ojca, matki i narodzin. Widzimy przecież, jakie postawy prezentuje młode pokolenie i na kogo głosowało w ostatnich wyborach. Dzisiaj dokonuje się również redefinicji dziedzictwa „Solidarności”. Ten spór jest wyniszczający, niszczy wspólnotę, a bez wspólnoty nie jest możliwa demokracja. Jestem niestety pesymistą – patrząc w przyszłość Polski i Europy pod kątem wspólnoty A przecież Jan Paweł II zwracał uwagę na potrzebę czerpania z tradycji jagiellońskiej, na konieczność otwarcia się na wielość i pluralizm – mówił o. M. Zięba. Nasza „niewinność” W dalszej kolejności prowadzący debatę, poprosił reżysera Janusza Opryńskiego, by na podstawie kontaktu z literaturą i teatrem zabrał głos w sporze. – Moja wypowiedź będzie bardziej emocjonalna. Żałuję, że teksty Czesława Miłosza są w Polsce tak rzadko czytane. To, co dzisiaj mamy, to efekt naszej przegranej w edukacji. Mamy patriotyzm, często banalny i dziecinny. Wybieramy też niekiedy najprostszy kształt katolicyzmu – stwierdził. Odniósł się również do tzw. polskiej „niewinności”. Bo jako jeden z pierwszych reżyserów w Polsce sięgnął po dramat Tadeusza Różewicza „Do piachu”. – Myślę, że także dziś Różewicz miałby ogromne kłopoty. Poeta przed laty rozpętał piekło swoim dziełem. My nie umiemy sobie poradzić z naszą złożoną historią. Amerykanie świetnie to zrobili, chociażby w kontekście wojny w Wietnamie. U nas jest natomiast lęk, że możemy odebrać sobie bohatera, że go pomniejszymy. Ja chcę czuć się dumny z tego miejsca, ale ja chcę też mieć prawo powiedzieć wszystko o tym miejscu – podsumował reżyser.
Momentami debata była zażarta, spierano się o rolę i znaczenie osoby Jana Pawła II w budowaniu patriotyzmu. Pojawił się również Gombrowicz ze swoją „ojczyzną” i „synczyzną” oraz nawiązanie do podziału wokół idei dwóch ojczyzn i dwóch patriotyzmów. Debata była próbą spojrzenia w przyszłość Ks. Rafał Pastwa /Foto Gość Wdebacie zatytułowanej „Polska, ale jaka? Wizja polskości 25 lat po przemianach demokratycznych” udział wzięli: prof. Anna Wolff-Powęska, historyk idei, specjalistka w zakresie stosunków polsko-niemieckich, o. dr Maciej Zięba, teolog i filozof, znawca nauczania Jana Pawła II, a także Janusz Opryński, reżyser teatralny. Spotkanie odbyło się w Teatrze Starym, prowadził o. Tomasz Dostatni OP. Organizatorami były Fundacja Ponad Granicami i Miasto Lublin. W debacie uczestniczyły środowiska akademickie lubelskich uczelni, historycy, duchowni, a także osoby zainteresowane tematyką. Źródło podziału Punktem wyjścia było odniesienie do twórczości Jana Józefa Lipskiego i jego spostrzeżeń na temat ojczyzny i patriotyzmu. Wątek podjęła w debacie prof. Wolff-Powęska. – Jan Józef Lipski – nazywany przez jednych ambasadorem marzeń, przez innych rewizjonistą historycznym, a dzisiaj często zdrajcą narodowym – zwrócił uwagę na problem podziału w naszym postrzeganiu i ocenianiu ojczyzny jako polskości, patriotyzmu i narodu. Różnice są naturalne, ale mniej naturalne jest już to, że te dwie ojczyzny i dwa patriotyzmy stały się źródłem konfliktu. A dzisiaj niemalże wojny międzyplemiennej – mówiła. Prof. Wolff-Powęska zauważyła, że skoro istnieje ojczyzna, to musi istnieć i obczyzna, nie ma „ja”, nie ma „swój” bez obcego. – Należy powiedzieć, że nasze postrzeganie innych, obcych, jest odbiciem naszego spojrzenia na nas samych – dodała. Jak na historyka idei przystało, wyróżniła cztery podstawowe cechy naszego widzenia polskości, które przewijają się na przestrzeni ostatnich 100 lat, a teraz są jej zdaniem jeszcze bardziej aktualne, choć występują nie tylko w polskiej debacie. – Przede wszystkim obsesyjny lęk przed upadkiem wspólnoty, potrzeba poczucia bycia ofiarą, potrzeba bohaterstwa i dominacji oraz istnienia obiektywnego wroga – wyliczała. Zaznaczyła, że nigdy nie ma możliwości stworzenia absolutnej jedności, bo taka idealna wspólnota nigdzie nie istnieje, jest mitem. – Taką jedność oferowały jedynie systemy totalitarne, była to jedność w imię rasy, klasy bądź narodu. Taka jedność wykluczała innych. A dzisiaj wyklucza się z kręgu patriotów tych, którzy nie podzielają jednej, fundamentalnej definicji patriotyzmu czy ojczyzny. Ciągle niestety historia jest instrumentalizowana w dyskursie wokół polskości i wykorzystywana dla celów politycznych – podsumowała. Papieskie lekarstwo Prelegenci, odnosząc się do najnowszych badań socjologicznych, stwierdzili, że nie cenimy tego, co było sukcesem polskiego umysłu i nauki. – Nie doceniamy tego, czego dokonała nasza medycyna, sztuka i literatura. Ciągle zaś w kanonie bohaterów narodowych są niemal wyłącznie powstańcy i uczestnicy wojen – wyjaśniali. O. dr Maciej Zięba podkreślał natomiast, że współczesny spór nie jest wyłącznie zasługą jednej strony sceny politycznej, ale jest generowany nieustannymi prowokacjami jednej i odpowiedziami drugiej. Nawiązał do nauczania Jana Pawła II. – Odpowiedzią zdaniem Wojtyły na nacjonalizmy nie jest walka z patriotyzmem, ale mądry patriotyzm. Papież podkreślał, że patriotyzm jest głęboko zakorzeniony w kształcie rodziny, ojca, matki i narodzin. Widzimy przecież, jakie postawy prezentuje młode pokolenie i na kogo głosowało w ostatnich wyborach. Dzisiaj dokonuje się również redefinicji dziedzictwa „Solidarności”. Ten spór jest wyniszczający, niszczy wspólnotę, a bez wspólnoty nie jest możliwa demokracja. Jestem niestety pesymistą – patrząc w przyszłość Polski i Europy pod kątem wspólnoty A przecież Jan Paweł II zwracał uwagę na potrzebę czerpania z tradycji jagiellońskiej, na konieczność otwarcia się na wielość i pluralizm – mówił o. M. Zięba. Nasza „niewinność” W dalszej kolejności prowadzący debatę, poprosił reżysera Janusza Opryńskiego, by na podstawie kontaktu z literaturą i teatrem zabrał głos w sporze. – Moja wypowiedź będzie bardziej emocjonalna. Żałuję, że teksty Czesława Miłosza są w Polsce tak rzadko czytane. To, co dzisiaj mamy, to efekt naszej przegranej w edukacji. Mamy patriotyzm, często banalny i dziecinny. Wybieramy też niekiedy najprostszy kształt katolicyzmu – stwierdził. Odniósł się również do tzw. polskiej „niewinności”. Bo jako jeden z pierwszych reżyserów w Polsce sięgnął po dramat Tadeusza Różewicza „Do piachu”. – Myślę, że także dziś Różewicz miałby ogromne kłopoty. Poeta przed laty rozpętał piekło swoim dziełem. My nie umiemy sobie poradzić z naszą złożoną historią. Amerykanie świetnie to zrobili, chociażby w kontekście wojny w Wietnamie. U nas jest natomiast lęk, że możemy odebrać sobie bohatera, że go pomniejszymy. Ja chcę czuć się dumny z tego miejsca, ale ja chcę też mieć prawo powiedzieć wszystko o tym miejscu – podsumował reżyser.
Jan Józef Lipski urodził się 25 maja 1926 r. w Warszawie w rodzinie inteligenckiej. Wybuch wojny przerwał edukację młodego Lipskiego. Jan Józef był za młody by walczyć we wrześniu 1939 r., ale już trzy lata później wstąpił do Szarych Szeregów. Brał udział w akcjach czasie niemieckiej okupacji jego rodzina ukrywała Żydów. „Nie prześladowaniem i tropieniem ukrywających się Żydów zawinili głównie Polacy, mimo że byli wśród nas uprawiający taki proceder - lecz obojętnością” - pisał czterdzieści lat później („Dwie ojczyzny - dwa patriotyzmy”). Lipski w Powstaniu Warszawskim Starszy strzelec Jan Józef Lipski ps. "Grabie" walczył w powstaniu warszawskim na swoim rodzinnym Mokotowie. Został poważnie ranny w rękę. Schwytany przez Niemców, zbiegł z transportu. Za bohaterskie czyny otrzymał Krzyż Walecznych i Krzyż AK. Lipski od najmłodszych lat angażował się w różnego rodzaju formy oporu, początkowo przeciw okupantowi hitlerowskiemu, a potem władzy komunistycznej. Najważniejszą wartością był dla niego człowiek i miłość do niego. Na tym zasadzał się także jego patriotyzm. "Patriotyzm jest z miłości - i do miłości ma prowadzić; wszelka inna jego forma jest deformacją etyczną" - pisał ("Dwie ojczyzny - dwa patriotyzmy"). Lipski i Klub Krzywego Koła Po wojnie, jako student polonistyki, współtworzył nielegalne koło samokształceniowe. To był jego pierwszy krok w kierunku działalności opozycyjnej. Później niezależną myśl kształtował w Klubie Krzywego Koła (w latach 1957-1959 był jego prezesem). Korespondował z szefem paryskiej "Kultury" Jerzym Giedroyciem - z tego powodu bezpieka objęła go stałą inwigilacją. Za odczyt w Klubie nt. Bolesława Piaseckiego i ONR Falanga został usunięty z pracy w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Potem znalazł ją w piśmie "Gromada-Rolnik Polski". W 1965 r. uzyskał stopień doktora za pierwszą część rozprawy o twórczości Jana Kasprowicza, druga część była podstawą przyznania mu habilitacji, która jednak została wstrzymana przez Centralną Komisję Kwalifikacyjną przy Prezesie Rady Ministrów PRL. Otrzymał ją dopiero w 1981 r. Angażował się w pomoc prześladowanym. W 1964 r. za organizowanie protestu przeciw zaostrzaniu cenzury i podpis pod tzw. Listem 34 do premiera Józefa Cyrankiewicza trafił na krótko do aresztu. Potem podobnych akcji było więcej: pismo w obronie studentów usuniętych z Uniwersytetu Warszawskiego (1968 r.), ułaskawienie członków opozycyjnej organizacji Ruch (1974 r.), List 59 - przeciw wpisaniu do konstytucji PRL przyjaźni z ZSRR i kierowniczej roli PZPR. Lipski, współzałożyciel KOR W drugiej połowie lat 60. organizował pomoc dla prześladowanych przez władze PRL. Podobnym celom, jednak na o wiele większą skalę i nieograniczającą się tylko do wsparcia materialnego, służył KOR. Jan Józef Lipski był w 1976 r. jednym ze współzałożycieli tej najważniejszej wówczas organizacji opozycyjnej. Po powstaniu Komitetu Samoobrony Społecznej KOR Lipski, który był jednym z jego czołowych działaczy, został aresztowany (1977 r.). Po wyjściu na wolność zajął się organizowaniem Towarzystwa Kursów Naukowych. Doktor Lipski zajmował się pomocą dla pracowników naukowych. Zaangażował się w powstającą Solidarność latem 1980 r. Rok później wchodził już w skład zarządu Regionu NSZZ "S" Mazowsze. Udział w zjeździe Solidarności w 1981 r. skończył się dla Lipskiego zawałem. Zasłabł na mównicy, gdy za lewicowość atakowano jego KOR. Po wprowadzeniu stanu wojennego Lipski pojechał do Ursusa, by strajkować z załogą Zakładów Mechanicznych. 14 grudnia 1981 r. został aresztowany. Z powodu choroby serca trafił do Kliniki Kardiologicznej w Aninie, gdzie przebywał pod nadzorem SB. W czerwcu 1982 r. wyjechał na leczenie do Anglii. Jednak już we wrześniu wrócił do Polski i zaraz został aresztowany. "Chcę mieć zaszczyt znalezienia się na ławie oskarżonych z przyjaciółmi, których towarzyszem walki o lepszą Polskę byłem przez te kilka lat" - napisał Jan Józef Lipski w posłowiu do książki o KOR, którą wydał przed wyjazdem z Londynu. Lipski i podziemna Solidarność Po zwolnieniu ze szpitala więziennego angażował się w prace podziemnej Solidarności. Od początku lat 60. był członkiem wolnomularskiej loży Kopernik i dwukrotnie pełnił funkcję jej przewodniczącego. W 1987 r. współtworzył Polską Partię Socjalistyczną. W 1988 r. został członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym Solidarności Lechu Wałęsie. W wyborach w 1989 r. uzyskał mandat senatora. Jan Józef Lipski zmarł 10 września 1991 r. w Krakowie. Odznaczony został pośmiertnie przez prezydenta Lecha Wałęsę Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2006 r. Orderem Orła Białego przyznanym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.(PAP) wka/ ls/
jan józef lipski dwie ojczyzny dwa patriotyzmy